Magiczna miotła Asi

Odpowiedz


BBCode wyłączony
Emotikony wyłączone

Przegląd tematu
   

Rozwiń widok Przegląd tematu: Magiczna miotła Asi

Magiczna miotła Asi

autor: fanoper » 25 sty 2026, 14:04

Asia wysiadła z autobusu na prowizorycznym przystanku na obrzeżach Czeladzi, z plecakiem na ramionach i walizką w dłoni. Miasto, z jego szarymi blokami i wiecznym hałasem samochodów, wreszcie zostało za nią. Wakacje - całe dwa miesiące swobody na wsi u babci. Babcia Zosia, ta ekscentryczna staruszka o siwych włosach upiętych w kok i oczach błyszczących jak u sowy, czekała na nią przy bramie starego drewnianego domu. Wieś była mała, zapomniana przez świat - pola kukurydzy falujące na wietrze, stare stodoły z czerwonymi dachami i ścieżki wijące się między sadami jabłoni. Powietrze pachniało ziemią i świeżo skoszoną trawą, a nie spalinami i smażonym kebabem z ulicznego straganu.

- Witaj, kochanie! - zawołała babcia, tuląc Asię tak mocno, aż poczuła zapach lawendy i ziół unoszący się z jej lnianej sukni. - Odpoczniesz tu sobie od tego betonowego piekła. A ja mam dla ciebie mleko prosto od krowy i jajka od własnych kur. No mówię Ci - magia!

Asia, osiemnastoletnia brunetka o smukłej figurze, z piersiami pełnymi i jędrnymi, jak dojrzałe morele, i pupą okrągłą od lat jazdy na rowerze po miejskich parkach, uśmiechnęła się szeroko. Była zmęczona miejskim rytmem - szkołą, imprezami, chłopakami, którzy zawsze chcieli za dużo i za szybko. Tu, na wsi, planowała leniwe dni: czytanie książek w hamaku, kąpiele w strumieniu i, przede wszystkim, opalanie się nago w ogrodzie za domem. Babcia, zawsze tolerancyjna, machnęła tylko ręką, gdy Asia o tym wspomniała: - Opalaj się, dziecko, słońce to dar bogów. Tylko nie spal skóry, bo potem swędzi jak diabli.

Pierwsze dni minęły jak sen. Rano Asia pomagała babci przy kurniku - zbierała jajka z ciepłych gniazd, czując pod palcami miękkie pióra kur. Potem, gdy słońce wspinało się wysoko, zrzucała ubranie i kładła się na starym kocu w ogrodzie. Jej skóra, blada jak kreda, szybko zaczęła nabierać złotego odcienia. Leżała na brzuchu, z nogami lekko rozchylonymi, czując, jak gorące promienie muskają jej cipkę - delikatne wargi sromowe, gładko ogolone jeszcze przed wjazdem, łechtaczkę, która pod wpływem ciepła zaczynała pulsować. Czasem, dla przyjemności, przesuwała dłonią po brzuchu w dół, dotykając wilgotnej szparki, ale nie doprowadzała się do szczytu - oszczędzała się na dłuższe wieczory samotności w pokoju.

Babcia była dziwna, ale Asia po prostu ją lubiła. Opowiadała historie o dawnych czasach, o sabatach na Łysej Górze, o ziołach, które leczą rany duszy, i o "starych narzędziach" w komórce. - Nie ruszaj niczego, co nie twoje - ostrzegała z uśmiechem, ale jej oczy błyszczały figlarnie. Asia kiwała głową, ale ciekawość gryzła ją jak komar w jędrny tyłek.

Trzeciego dnia, gdy babcia pojechała do miasteczka po zakupy, Asia postanowiła zbadać komórkę. To była stara szopa za domem, pachnąca kurzem, rdzą i czymś metalicznym. W rogu, pod stertą siana i pustych słoików po ogórkach, leżała... miotła. Nie jakaś zwykła, wieśniacka szczotka do zamiatania podwórka. Trzonek był gruby, z ciemnego drewna dębowego, sękaty jak stara dłoń, z wypukłościami i guzami wielkości kciuka, które wiły się spiralnie w górę. Włosie na końcu było szorstkie, czarne, jakby z końskiego ogona, ale pokryte pajęczynami i kurzem minionych lat. Asia podniosła ją ostrożnie, czując chłód drewna pod palcami. - Co to za dziwadło? - mruknęła, obracając trzonek. Był zaskakująco ciężki, a sęki… cóż, wyglądały jak… coś intymnego. Jej wnętrze dziwnie zareagowało na samą myśl o... ale potrząsnęła głową. - Eeee Głupoty!

Postawiła miotłę na podłodze i powiedziała głośno, jak w bajce: - No, lataj! - Nic. Tylko kurz wzbił się leniwie. Asia zaśmiała się i wyszła, ale miotła, a właściwie ten jej trzonek - zostały w jej głowie. Wieczorem, gdy babcia zasnęła, Asia przeszukiwała dom. W salonie, pod schodami, stało stare biurko - mahoniowe, z szufladami pełnymi listów i suszonych ziół. W jednej z nich znalazła pamiętnik: skórzany notes, pożółkły od czasu, z inicjałami "Z.S." na okładce. Otworzyła go drżącymi rękami.

Strony były wypełnione drobnym, starannym pismem. Opisy sabatów na Łysej Górze - tańce przy ogniskach, mikstury z mandragory, pocałunki z diabłami o fallicznych rogach i ogonach. A potem, na stronie z datą z lat 60.: "Miotła moja wierna, by wzlecieć, pragnie ciała nagiego i wilgoci z łona kobiety. Bez majtek usiądź, rozchyl uda i zwilż sęki sokami swymi - wtedy uniesie cię do gwiazd. Polecisz tak na sabat, czując w sobie puls ziemi i nieba. Tylko tak obudzi się jej dusza."

Asia poczuła, jak serce wali jej jak kowalski młot. Babcia - czarownicą?! To brzmiało jak szaleństwo, ale podniecenie wnuczki rosło. Tej nocy nie spała w ogóle, wyobrażając sobie siebie na tej miotle. Rano, gdy babcia znów wyjechała po mleko do sąsiada, Asia pobiegła do ogrodu. Zrzuciła wszystko - sukienkę, stanik, majtki. Stała naga, z sutkami sterczącymi na chłodnym wietrze, cipką już wilgotną od tego co miała w głowie. Wzięła miotłę z komórki i zaniosła do ogrodu, za krzaki malin, gdzie nikt nie mógł jej zobaczyć.

Usiadła na trzonku ostrożnie, bez majtek, jak babcia napisała w pamiętniku. Drewno było szorstkie, sęki wciskały się w jej gołe pośladki, jeden z nich - gruby, guzowaty - otarł się o wargi sromowe. - O kurwa… - syknęła Asia, czując, jak jej wilgoć kapie na drewno. Rozchyliła nogi szerzej, przyciskając cipkę do sęku. Trzonek był zimny, ale jej soki szybko go ogrzały - sok z cipki, gęsty i przezroczysty, spływał po drewnie, zwilżając guzy, czyniąc je śliskimi. Pocierała się o niego delikatnie, czując, jak łechtaczka się powiększa, a wargi rozchylają się jak płatki róży. - Lataj… proszę, lataj… - szepnęła, masując się mocniej.

Nagle miotła zadrżała. Jakby ożyła - drewno stało się ciepłe, pulsujące pod nią. Asia jęknęła cicho, gdy uniosła się wolno nad ziemię, centymetr po centymetrze. - Działa! - krzyknęła, ale strach mieszał się z euforią. Wznosiła się wyżej, nad ogrodem, nad dachem domu. Wiatr smagał jej nagie ciało - sutki twarde jak kamyki, cipka otwarta i mokra, ocierająca się o sękatą powierzchnię. Miotła leciała nierówno, sęki wbijały się w nią rytmicznie - jeden gruby guz masował łechtaczkę, inny wciskał się płytko w wejście do pochwy, rozciągając delikatnie ścianki. Asia jęknęła głośno, chwytając trzonek rękami, ale to tylko wzmogło wrażenia - jej biodra zaczęły się poruszać instynktownie, pieprząc drewno w locie.

Teraz lecieli nisko nad wsią - małe kółko, jak obiecała sobie w myślach. Zrób kółko i wracaj bo sąsiedzi dostaną zawału! Pola migały poniżej, krowy podnosiły głowy, ale Asia nie widziała niczego poza falą rozkoszy. Sęki wiły się w niej, szorstkie i bezlitosne: jeden ocierał o łęchtaczkę, inny stymulował wejście do odbytu, a jej soki lały się strumieniem, kapiąc na ziemię jak deszcz. - O Boże, o kurwa, to… to jest za mocne! - wyła, czując, jak orgazm odpala się w niej jak burza. Ciało drżało, mięśnie pochwy zaciskały się na drewnie, sutki bolały od wiatru, a cipka płonęła - wargi nabrzmiałe, łechtaczka pulsująca jak serce. Miotła przyspieszyła, wirując lekko, co wbijało sęki głębiej, rozciągając ją, wypełniając. Asia doszła z krzykiem - orgazm eksplodował, sok trysnął z niej fontanną, mocząc trzonek i spływając po udach. Nogi jej drżały, biodra szarpały się konwulsyjnie, a ona wiła się w locie, czując, jak fala po fali rozrywa ją na strzępy. To nie był zwykły orgazm - to było uniesienie cielesne i magiczne, jakby ziemia i niebo pieprzyły ją naraz.

W końcu miotła opadła łagodnie na ziemię, w sadzie za domem. Asia zsunęła się z trzonka z głośnym westchnieniem - cipka czerwona jak polny mak, obolała, ale spełniona, soki lśniące na sękach. Leżała chwilę na trawie, dysząc, z piersiami falującymi, a w głowie wirowały wizje sabatów i dalszych przygód. - Magiczne wakacje… - mruknęła z uśmiechem. Babcia wróciła wkrótce, niosąc kosz z zakupami, i spojrzała na wnuczkę figlarnie. - Widzę, że znalazłaś moją starą przyjaciółkę - powiedziała cicho. - Ale pamiętaj, miotła lubi posłuszeństwo. Jeszcze wiele ci pokaże.

Asia wiedziała, że to dopiero początek. Całe lato przed nią - loty nocne, może nawet na Łysą Górę?! Brzmi jak pomysł!

Na górę