Anna nie była tylko pracownicą korporacji; była architektką pożądania. Jako czołowa biochemiczka w wielkim laboratorium badawczym, spędziła lata na analizowaniu subtelnych nici, które łączą ludzki mózg z pierwotnym instynktem. Jej opus magnum, projekt „Dominium”, był czymś więcej niż tylko neuromodulatorem. To była esencja władzy zamknięta w sterylnej fiolce - syntetyczny feromon zaprojektowany tak, by zmieniać strukturę społeczną jednym oddechem. Miał czynić nosiciela centrum wszechświata, budząc w otoczeniu nieodparty przymus uległości.
Testy na zwierzętach wykazały, że granica między szacunkiem a ślepym oddaniem jest cieńsza, niż ktokolwiek przypuszczał. Komisja etyczna zwlekała z decyzją, ale Anna nie zamierzała czekać.
Pewnego wieczoru, gdy laboratorium pogrążyło się w chłodnym, błękitnym świetle monitorów, Anna uległa pokusie. „Tylko jedna próba”, szepnęła do własnego odbicia w szkle. Bezwonna, bezbarwna ciecz przeniknęła przez jej skórę po szybkim wstrzyknięciu w udo. Czuła tylko lekkie mrowienie, elektryczny impuls biegnący wzdłuż kręgosłupa. Wróciła do domu w ciszy, nieświadoma, że właśnie przestała być ofiarą korporacyjnej hierarchii, a stała się jej drapieżnikiem.
Następnego poranka powietrze w biurze wydawało się gęstsze.
Podczas spotkania zarządu Anna zajęła miejsce przy stole. Miała na sobie dopasowany kostium, który tego dnia wydawał się niemal zbyt ciasny, podkreślając każdą krzywiznę jej ciała. Zwykle była dla nich tylko „młodym talentem” - głosem, który można było zagłuszyć. Tym razem jednak, gdy tylko przekroczyła próg sali, rozmowy ucichły. Poczuła na sobie ciężar ich spojrzeń. Nie były to spojrzenia kolegów z pracy. To był wzrok głodnych wilków, które nagle rozpoznały swoją alfę.
Marek, prezes o twarzy twardej jak granit, patrzył na nią, jakby widział ją pierwszy raz w życiu. Gdy Anna zaczęła omawiać raport, jego oczy stały się mętne, lśniące od nagłego przypływu pożądania. Anna poczuła w podbrzuszu znajome ciepło, dreszcz triumfu. Dominion nie tylko działał - on rezonował z jej własną wolą.
Skupiła wzrok na Marku. Pozwoliła sobie na jedną, bezwstydną myśl: chciała poczuć jego dłonie na swoim ciele. Reakcja była natychmiastowa. Marek drgnął, a pod materiałem jego drogich spodni wyraźnie odcisnęła się gwałtowna erekcja. W sali zapanowała duszna, lepka atmosfera. Młody stażysta, Jakub, kurczowo zacisnął palce na krawędzi blatu, a jego oddech stał się krótki i rwany.
Anna uśmiechnęła się ledwo zauważalnie. „Chcę was wszystkich”, pomyślała, uwalniając pełną moc swojej nowej natury.
- Anno - głos Marka był zachrypnięty, pozbawiony zwykłej pewności siebie. - Może... dokończymy tę prezentację u mnie? Na osobności?
W gabinecie prezesa maski opadły całkowicie.
Gdy tylko zamknęły się ciężkie drzwi, Anna poczuła, jak wilgoć zbiera się między jej udami. Feromon pulsował w jej żyłach, zamieniając biurowy gabinet w ołtarz pożądania. Marek opadł przed nią na kolana, owładnięty pierwotnym szałem. Rozpiął jej spódnicę drżącymi dłońmi, zsuwając ją wraz z koronkową bielizną. Jej ciało, lśniące i gotowe, było dla niego jedyną prawdą.
„Proszę...”, wyjęczał, wtulając twarz w jej ciepłe krocze. Jego język pracował z desperacją, odnajdując nabrzmiałą łechtaczkę, podczas gdy Anna wbijała palce w jego włosy. Czuła każde drżenie jego mięśni, każdy spazm uwielbienia. Wkrótce to ona przejęła kontrolę. Pchnęła go na biurko, rozrywając jego ubranie. Gdy jego twardy, żylasty penis wniknął w nią jednym, potężnym ruchem, Anna krzyknęła z rozkoszy, która była jednocześnie czystą władzą. Rżnął ją z pasją potępieńca, a ona przyjmowała każde uderzenie, czując, jak wypełnia ją gorące nasienie.
Ale to był dopiero początek jej głodu.
Wyszła z gabinetu, niosąc ze sobą zapach seksu i potęgi. Na otwartej przestrzeni biura jej wzrok spoczął na Jakubie. Chłopak wstał jak urzeczony i ruszył za nią w stronę toalet. Tam, oparta o zimną umywalkę, pozwoliła mu zatopić usta w swoich piersiach. Jakub był młody, silny i przerażony własnym pożądaniem. Jego palce masowały jej wnętrze, wciąż śliskie od obecności innego mężczyzny, aż kolejna fala orgazmu wstrząsnęła jej ciałem. Kiedy wszedł w nią od tyłu, uderzając głęboko i rytmicznie, Anna patrzyła w lustro, podziwiając własne, wykrzywione w ekstazie odbicie.
Prawdziwa kulminacja nastąpiła jednak w windzie.
Gdy weszła do środka wraz z resztą zespołu, przestrzeń stała się zbyt mała dla tak wielkiego napięcia. Pięciu mężczyzn, jedna kobieta i chemia, która odbierała zmysły. Anna nacisnęła przycisk bezpieczeństwa. Winda stanęła, a wraz z nią czas.
To, co wydarzyło się w tej metalowej klatce, było czystym, nieskrępowanym chaosem. Rozbierali ją z nabożną czcią i zwierzęcą łapczywością. Anna klęczała na chłodnej podłodze, przyjmując w usta twardość jednego z nich, podczas gdy inny penetrował ją od tyłu. Kolejny mężczyzna nasmarował jej ciasne wejście i po raz pierwszy, powoli, zmusił jej ciało do przyjęcia go analnie. Ból był tylko przyprawą dla wszechobecnej rozkoszy. Podwójna penetracja sprawiła, że Anna czuła się całkowicie zawłaszczona, a jednocześnie to ona była tą, która pociągała za sznurki ich instynktów.
Zmieniali się, karmiąc ją sobą, aż ściany windy pokryły się potem i nasieniem. Anna tryskała raz po raz, tracąc rachubę czasu i osób. Była naczyniem na ich pożądanie, boginią stworzoną w laboratorium.
Gdy winda w końcu ruszyła, a drzwi otworzyły się na pustym parkingu, Anna ledwo trzymała się na nogach. Jej ciało drżało, skóra płonęła, a feromon wciąż domagał się więcej. Wiedziała, że jutro wróci. Wiedziała, że ten głód nigdy nie zostanie zaspokojony.
Dominium nie było projektem. Było jej nowym życiem. I właśnie się zaczynało.
Dominium - feromon władzy
Dominium - feromon władzy
https://fanoper.pl - Fantazje i opowiadania erotyczne.


