Zielona pokusa sosnowieckiej nocy
Zielona pokusa sosnowieckiej nocy
Późnym wieczorem, Jarek wysiadł z autobusu w samym centrum Sosnowca. Powietrze było ciężkie od zimowego chłodu i zapachu miasta - mieszanki spalin, smażonego jedzenia i odległej muzyki. Przyjechał z Bobrownik pod Tarnowskimi Górami, gdzie życie toczyło się leniwie, a jedyne atrakcje to piwo w lokalnym barze i plotki sąsiadów. Miał dwadzieścia osiem lat, szczupłą, wysportowaną sylwetkę od pracy na budowie i głód czegoś nowego - przygody, która wyrwie go z rutyny prowincji. Sosnowiec obiecywał więcej: głośne dyskoteki, tłumy ludzi i anonimowość wielkiego miasta.
Wszedł do „Neon Clubu”, jednego z tych miejsc, gdzie bas dudni w kościach, a kolorowe światła tną ciemność jak noże. Zamówił piwo przy barze, rozglądając się po parkiecie. I wtedy ją zobaczył. Julka stała oparta o filar, w obcisłej czarnej sukience, która opinała jej smukłe biodra i pełne piersi. Długie, falujące czarne włosy opadały na ramiona, usta pomalowane na czerwono, a oczy - ciemne, z błyskiem figlarności. Wyglądała jak ktoś, kto wie, czego chce. Jarek poczuł, jak serce mu przyspiesza. Podszedł, uśmiechnął się niepewnie.
- Cześć, tańczysz? - zapytał, przekrzykując muzykę.
Julka spojrzała na niego z ukosa, jej uśmiech był... jakiś taki drapieżny.
- Zależy z kim - odparła gardłowym głosem. - A ty jesteś z kim?
- Sam. Przyjechałem z daleka. Jarek.
- Julka - powiedziała i wyciągnęła rękę. Jej dłoń była ciepła, palce długie, paznokcie czerwone.
Zatańczyli. Najpierw ostrożnie, potem coraz bliżej. Julka poruszała się płynnie, biodra kołysały się w rytm bitu, jej ciało ocierało się o jego klatkę piersiową. Pachniała słodko - wanilią i czymś ostrzejszym, może paczulą. Jarek czuł, jak krew pulsuje mu w żyłach, jak twardnieje pod spodniami. Jej ręce powędrowały na jego kark, palce wplątały się we włosy. Przyciągnęła go bliżej, jej usta musnęły jego ucho.
- Gorąco tu - wyszeptała. - Bardzo gorąco.
Piwo za piwem, taniec za tańcem. Julka przycisnęła się do niego całym ciałem, jej piersi miękkie pod cienkim materiałem sukienki. Jarek objął ją w pasie, poczuł, jak drży. Jej dłoń zsunęła się niżej, musnęła jego tyłek, potem przesunęła się z przodu - delikatnie, prowokująco. Jarek jęknął cicho. Nie mógł już wytrzymać.
- Chodź - powiedziała Julka, biorąc go za rękę i ciągnąc w stronę toalet na tyłach klubu.
Drzwi do damskiej ubikacji zatrzasnęły się za nimi. W środku było ciasno, zapach dezynfekcji mieszał się z potem i perfumami. Julka pchnęła go na ścianę, całując zachłannie. Jej język wślizgnął się do jego ust, ręce rozpięły mu koszulę, palce sunęły po nagiej skórze klatki piersiowej. Jarek odwzajemnił - podciągnął jej sukienkę, dotknął gładkich ud, wyżej, aż do wilgotnej koronki majtek. Julka westchnęła głośno, gdy wsunął palce pod materiał, znalazł gorąco i mokro.
- Tak... - jęknęła, gryząc go w szyję.
Rozpięła mu pasek, zsunęła spodnie i bokserki. Jego penis wyskoczył, twardy, pulsujący. Julka uklękła, wzięła go do ust - powoli, głęboko, jej język wirował wokół główki. Jarek oparł się o zimne kafelki, dysząc. Była niesamowita.
Potem wstała, odwróciła się tyłem, podciągając sukienkę wyżej. Jarek chwycił ją za biodra, chciał wejść - ale wtedy jego dłoń natrafiła na coś... innego.
Zamarł.
Julka - nie... Julian - odwrócił się powoli. Sukienka była już podciągnięta, majtki zsunięte. Między smukłymi udami nie było wilgotnej cipki, tylko penis. Duży, gruby, w pełni erekcji - i zielony. Nie bladozielony, nie od światła - głęboki, szmaragdowy odcień, jakby skóra była z innego świata. Żyły pulsowały pod powierzchnią, główka lśniła od soków.
Jarek cofnął się o krok, serce waliło mu jak młot.
- Co... kurwa... - wyszeptał.
Julian uśmiechnął się tym samym drapieżnym uśmiechem co wcześniej.
- Niespodzianka - powiedział cicho, głosem wciąż miękkim, kobiecym. - Nie uciekaj. Jeszcze.
Jarek patrzył. Nie mógł oderwać wzroku. Zielony penis był... piękny. Nietypowy, obcy, ale idealnie proporcjonalny, gładki, lśniący. Coś w nim drgnęło - nie obrzydzenie, tylko ciekawość, podniecenie, którego się nie spodziewał. Nigdy nie myślał o facetach, ale to... to było inne. Julian był wciąż piękny - twarz delikatna, piersi (silikonowe? hormony?) pełne, biodra szerokie. Tylko ten zielony sekret między nogami.
- Nie wiem... - zaczął Jarek, ale głos mu się urwał.
Julian podszedł bliżej, wziął jego dłoń i położył na swoim penisie. Skóra była ciepła, aksamitna, twardsza niż się spodziewał. Jarek zacisnął palce instynktownie. Julian westchnął głęboko.
- Spróbuj - wyszeptał. - Nikomu nie powiem...
Jarek uklęknął. Powoli, niepewnie. Dotknął ustami główki - smak był słony, czysty. Otworzył usta szerzej, wziął go głębiej. Julian jęknął, ręce wplątał w jego włosy. Jarek zaczął ssać - najpierw ostrożnie, potem coraz śmielej. Zielony penis wypełniał mu usta, pulsował na języku. Było... dobre. Więcej niż dobre. Podniecało go to, że jest zakazane, obce, piękne.
Potem Julian pociągnął go w górę, odwrócił twarzą do ściany. Jarek poczuł, jak coś wilgotnego - lubrykant? - smaruje mu wejście. Palec, potem dwa. Rozluźniał go delikatnie, ale stanowczo. Jarek dyszał, ręce rozłożone na kafelkach.
- Chcesz? - zapytał Julian.
- Tak - wychrypiał Jarek. Nie wiedział, kiedy podjął decyzję, ale wiedział, że chce.
Julian wszedł powoli. Najpierw ból, potem rozkosz - pełna, głęboka, nieporównywalna z niczym. Zielony penis wypełniał go całkowicie, ocierał o coś wewnątrz, co sprawiało, że nogi mu drżały. Julian poruszał się rytmicznie, ręce ściskały biodra Jarka, usta gryzły mu kark.
- Jesteś ciasny... taki słodki... - jęczał Julian.
Jarek jęczał głośno, nie mogąc się powstrzymać. Ręką sięgnął do swojego penisa, zaczął się masturbować w rytm pchnięć. Orgazm przyszedł szybko, gwałtownie - sperma trysnęła na kafelki, ciało zadrżało. Julian doszedł chwilę później, głęboko w nim, gorąco, obficie.
Stali tak chwilę, dysząc. Julian wysunął się delikatnie, pocałował Jarka w kark.
- Wracasz do Bobrownik? - zapytał cicho.
Jarek odwrócił się, spojrzał na niego - na nią? - i uśmiechnął się.
- Dziś jeszcze tak...
Wyszedł z ubikacji z nogami jak z waty, ale z uśmiechem, którego nie miał od lat. Zielona pokusa okazała się najsłodszą rzeczą, jaka mu się przytrafiła. I wiedział, że wróci tu po więcej.
Wszedł do „Neon Clubu”, jednego z tych miejsc, gdzie bas dudni w kościach, a kolorowe światła tną ciemność jak noże. Zamówił piwo przy barze, rozglądając się po parkiecie. I wtedy ją zobaczył. Julka stała oparta o filar, w obcisłej czarnej sukience, która opinała jej smukłe biodra i pełne piersi. Długie, falujące czarne włosy opadały na ramiona, usta pomalowane na czerwono, a oczy - ciemne, z błyskiem figlarności. Wyglądała jak ktoś, kto wie, czego chce. Jarek poczuł, jak serce mu przyspiesza. Podszedł, uśmiechnął się niepewnie.
- Cześć, tańczysz? - zapytał, przekrzykując muzykę.
Julka spojrzała na niego z ukosa, jej uśmiech był... jakiś taki drapieżny.
- Zależy z kim - odparła gardłowym głosem. - A ty jesteś z kim?
- Sam. Przyjechałem z daleka. Jarek.
- Julka - powiedziała i wyciągnęła rękę. Jej dłoń była ciepła, palce długie, paznokcie czerwone.
Zatańczyli. Najpierw ostrożnie, potem coraz bliżej. Julka poruszała się płynnie, biodra kołysały się w rytm bitu, jej ciało ocierało się o jego klatkę piersiową. Pachniała słodko - wanilią i czymś ostrzejszym, może paczulą. Jarek czuł, jak krew pulsuje mu w żyłach, jak twardnieje pod spodniami. Jej ręce powędrowały na jego kark, palce wplątały się we włosy. Przyciągnęła go bliżej, jej usta musnęły jego ucho.
- Gorąco tu - wyszeptała. - Bardzo gorąco.
Piwo za piwem, taniec za tańcem. Julka przycisnęła się do niego całym ciałem, jej piersi miękkie pod cienkim materiałem sukienki. Jarek objął ją w pasie, poczuł, jak drży. Jej dłoń zsunęła się niżej, musnęła jego tyłek, potem przesunęła się z przodu - delikatnie, prowokująco. Jarek jęknął cicho. Nie mógł już wytrzymać.
- Chodź - powiedziała Julka, biorąc go za rękę i ciągnąc w stronę toalet na tyłach klubu.
Drzwi do damskiej ubikacji zatrzasnęły się za nimi. W środku było ciasno, zapach dezynfekcji mieszał się z potem i perfumami. Julka pchnęła go na ścianę, całując zachłannie. Jej język wślizgnął się do jego ust, ręce rozpięły mu koszulę, palce sunęły po nagiej skórze klatki piersiowej. Jarek odwzajemnił - podciągnął jej sukienkę, dotknął gładkich ud, wyżej, aż do wilgotnej koronki majtek. Julka westchnęła głośno, gdy wsunął palce pod materiał, znalazł gorąco i mokro.
- Tak... - jęknęła, gryząc go w szyję.
Rozpięła mu pasek, zsunęła spodnie i bokserki. Jego penis wyskoczył, twardy, pulsujący. Julka uklękła, wzięła go do ust - powoli, głęboko, jej język wirował wokół główki. Jarek oparł się o zimne kafelki, dysząc. Była niesamowita.
Potem wstała, odwróciła się tyłem, podciągając sukienkę wyżej. Jarek chwycił ją za biodra, chciał wejść - ale wtedy jego dłoń natrafiła na coś... innego.
Zamarł.
Julka - nie... Julian - odwrócił się powoli. Sukienka była już podciągnięta, majtki zsunięte. Między smukłymi udami nie było wilgotnej cipki, tylko penis. Duży, gruby, w pełni erekcji - i zielony. Nie bladozielony, nie od światła - głęboki, szmaragdowy odcień, jakby skóra była z innego świata. Żyły pulsowały pod powierzchnią, główka lśniła od soków.
Jarek cofnął się o krok, serce waliło mu jak młot.
- Co... kurwa... - wyszeptał.
Julian uśmiechnął się tym samym drapieżnym uśmiechem co wcześniej.
- Niespodzianka - powiedział cicho, głosem wciąż miękkim, kobiecym. - Nie uciekaj. Jeszcze.
Jarek patrzył. Nie mógł oderwać wzroku. Zielony penis był... piękny. Nietypowy, obcy, ale idealnie proporcjonalny, gładki, lśniący. Coś w nim drgnęło - nie obrzydzenie, tylko ciekawość, podniecenie, którego się nie spodziewał. Nigdy nie myślał o facetach, ale to... to było inne. Julian był wciąż piękny - twarz delikatna, piersi (silikonowe? hormony?) pełne, biodra szerokie. Tylko ten zielony sekret między nogami.
- Nie wiem... - zaczął Jarek, ale głos mu się urwał.
Julian podszedł bliżej, wziął jego dłoń i położył na swoim penisie. Skóra była ciepła, aksamitna, twardsza niż się spodziewał. Jarek zacisnął palce instynktownie. Julian westchnął głęboko.
- Spróbuj - wyszeptał. - Nikomu nie powiem...
Jarek uklęknął. Powoli, niepewnie. Dotknął ustami główki - smak był słony, czysty. Otworzył usta szerzej, wziął go głębiej. Julian jęknął, ręce wplątał w jego włosy. Jarek zaczął ssać - najpierw ostrożnie, potem coraz śmielej. Zielony penis wypełniał mu usta, pulsował na języku. Było... dobre. Więcej niż dobre. Podniecało go to, że jest zakazane, obce, piękne.
Potem Julian pociągnął go w górę, odwrócił twarzą do ściany. Jarek poczuł, jak coś wilgotnego - lubrykant? - smaruje mu wejście. Palec, potem dwa. Rozluźniał go delikatnie, ale stanowczo. Jarek dyszał, ręce rozłożone na kafelkach.
- Chcesz? - zapytał Julian.
- Tak - wychrypiał Jarek. Nie wiedział, kiedy podjął decyzję, ale wiedział, że chce.
Julian wszedł powoli. Najpierw ból, potem rozkosz - pełna, głęboka, nieporównywalna z niczym. Zielony penis wypełniał go całkowicie, ocierał o coś wewnątrz, co sprawiało, że nogi mu drżały. Julian poruszał się rytmicznie, ręce ściskały biodra Jarka, usta gryzły mu kark.
- Jesteś ciasny... taki słodki... - jęczał Julian.
Jarek jęczał głośno, nie mogąc się powstrzymać. Ręką sięgnął do swojego penisa, zaczął się masturbować w rytm pchnięć. Orgazm przyszedł szybko, gwałtownie - sperma trysnęła na kafelki, ciało zadrżało. Julian doszedł chwilę później, głęboko w nim, gorąco, obficie.
Stali tak chwilę, dysząc. Julian wysunął się delikatnie, pocałował Jarka w kark.
- Wracasz do Bobrownik? - zapytał cicho.
Jarek odwrócił się, spojrzał na niego - na nią? - i uśmiechnął się.
- Dziś jeszcze tak...
Wyszedł z ubikacji z nogami jak z waty, ale z uśmiechem, którego nie miał od lat. Zielona pokusa okazała się najsłodszą rzeczą, jaka mu się przytrafiła. I wiedział, że wróci tu po więcej.
- Leia Organa
- Posty: 3
- Rejestracja: 11 lut 2026, 12:19
Re: Zielona pokusa sosnowieckiej nocy
Jaskier jestem ciekawa co Ty przyjmowałeś w czasie pisania tego opowiadania 


